Jak dokumentować swoje podróże, żeby nie zostały tylko w galerii telefonu?
Wracasz z wyjazdu z 1847 zdjęciami, kilkudziesięcioma filmami, screenami z google maps i zdjęciem menu z restauracji, do której „na pewno jeszcze kiedyś wrócisz”. Mija miesiąc i wszystko nadal znajduje się w telefonie (w którym co chwila pojawia się komunikat o braku miejsca, to chyba najbardziej znienawidzony przeze mnie komunikat). Mijają dwa lata i próbujesz sobie przypomnieć, jak nazywało się to małe miasteczko, w którym jedliście najlepszą pizzę w życiu.
Brzmi znajomo?
My też mamy w telefonach tysiące zdjęć z podróży i naprawdę lubimy do nich wracać, ale z czasem coraz bardziej widzimy, że same zdjęcia to trochę za mało. Zwłaszcza, kiedy tych wyjazdów robi się coraz więcej. Dlatego warto znaleźć sobie jakiś własny sposób na zachowywanie wspomnień - taki, który nie kończy się na folderze „Włochy 2024”. Choć jeśli sortujecie zdjęcia na foldery, to i tak całkiem nieźle :)
1. Prowadź prosty travel journal
Nie chodzi nam o artystyczny notes z kaligrafią, naklejkami i trzema godzinami pracy nad każdą stroną. Wystarczy kilka zdań po każdym dniu albo nawet po całym wyjeździe.
Gdzie byliście, co najbardziej Wam się podobało, co poszło kompletnie niezgodnie z planem, co jedliście, z czego śmialiście się wieczorem. Po kilku latach właśnie takie drobiazgi potrafią być dużo ciekawsze niż lista odwiedzonych atrakcji.
Zdjęcie Koloseum nadal będzie zdjęciem Koloseum. Ale historia o tym, że wsiedliście w zły autobus i zamiast pod hotel trafiliście na drugi koniec Rzymu, może już dawno wylecieć z głowy. My na przykład już zawsze będziemy wspominać najgorszą carbonarę jaką jedliśmy właśnie pod Koloseum - nigdy nie zapomnimy tego dźwięku mikrofalówki i gigantycznego rachunku na koniec (teraz już zawsze sprawdzamy opinie przed wejściem).
2. Zbieraj jedną konkretną rzecz z każdego wyjazdu
Magnesy, pocztówki, bilety, monety, naszywki, bilety z metra - cokolwiek. Tylko dobrze wybrać jedną rzecz, zamiast przywozić z każdego wyjazdu pół walizki przypadkowych pamiątek (tak twierdzi mój mąż, który to wszystko nosi, bo ja totalnie nie ograniczam się z pamiątkami i przywożę też różne wejściówki, gazety, które później wykorzystuję w albumach).
Po kilku latach naprawdę fajnie wygląda kolekcja pocztówek z różnych miejsc albo pudełko pełne biletów, na których zapisujesz datę i jedno zdanie kojarzące Ci się z danym wyjazdem.
I co ważne - taka kolekcja zaczyna mieć sens właśnie wtedy, kiedy jest trochę konsekwentna.
3. Zaznaczaj odwiedzone miejsca
Jest coś wyjątkowo satysfakcjonującego w zaznaczaniu kolejnego miejsca na mapie, tak sądzę. Nagle pojedyncze wyjazdy zaczynają układać się w jedną historię i trochę lepiej widać, ile właściwie świata już za Tobą.
Możesz używać mapy ściennej, mapy zdrapki, aplikacji albo stworzyć swój własny system.
U nas zresztą właśnie z tego powstał pomysł na bluzę z mapą świata, na której zaznacza się odwiedzone kraje. Chcieliśmy mieć coś, co nie leży później w szufladzie i nie kurzy się na półce, tylko naprawdę zmienia się razem z kolejnymi podróżami i co przede wszystkim możemy na siebie założyć i w tym podróżować. Zakładamy je zawsze do samolotu :)
I chyba to lubimy w niej najbardziej - nigdy nie jest od razu skończona. Z każdym wyjazdem dochodzi coś nowego.
Jeśli też chcesz zaznaczać swoje podróże w ten sposób, nasze bluzy z mapą świata znajdziesz tutaj
4. Raz w roku zrób swoje podróżnicze TOP 10
To jest bardzo prosty pomysł, a potrafi fajnie zamknąć cały rok. Usiądź pod koniec grudnia, przejrzyj zdjęcia i wybierz kilka rzeczy, które naprawdę zapamiętałeś.
Najlepszy wyjazd. Najpiękniejszy widok. Najlepsze jedzenie. Największa wpadka. Najbardziej niedocenione miejsce. Coś, co kompletnie Cię zaskoczyło. Miejsce, do którego chcesz wrócić. Po kilku latach robi się z tego naprawdę ciekawa kolekcja i można szybko zobaczyć, jak zmieniały się nasze podróże, kierunki i to, czego właściwie od nich szukamy.
5. Drukuj zdjęcia. Chociaż kilka.
Chyba wszyscy mamy w głowie to słynne „kiedyś zrobię album”. Problem w tym, że kiedy zdjęć robi się 3000+ rocznie, perspektywa stworzenia albumu zaczyna być coraz mniej realna.
Dlatego dużo prostsza opcja to wybrać z każdego wyjazdu 5–10 zdjęć i tylko je wywołać. Bez wielkiego projektu, bez perfekcyjnego albumu. Możesz trzymać je w pudełku, wkleić do zwykłego notesu albo powiesić kilka na ścianie.
Po latach naprawdę dużo przyjemniej przegląda się kilkadziesiąt dobrze wybranych zdjęć niż próbować znaleźć jedną konkretną fotografię w galerii liczącej 40 tysięcy plików.
6. Rób krótkie filmy z wyjazdów
Nie vlogi po 20 minut i nie profesjonalny montaż. Czasem wystarczy kilkadziesiąt sekund.
Lotnisko, kawa wypita gdzieś po drodze, widok z hotelu, kawałek trasy, jedzenie, przypadkowy spacer po mieście. Kilka krótkich nagrań złożonych później w jeden film potrafi przywołać klimat wyjazdu lepiej niż setki zdjęć.
I szczególnie po kilku latach takie zwykłe momenty - głos, ruch ulicy, pogoda, śmiech - często okazują się dużo bardziej wartościowe niż perfekcyjnie ustawione zdjęcie przy zabytku.
7. Zapisuj miejsca, do których naprawdę chcesz wrócić
Myślę, że prawie każdy ma takie miejsca. Niekoniecznie całe kraje czy miasta, tylko małą restaurację, konkretną plażę, kawiarnię, punkt widokowy albo trasę.
Najprościej stworzyć sobie osobną listę w google maps i zapisywać tam tylko rzeczy, przy których naprawdę pojawia się myśl: „tu chcę jeszcze wrócić”.
Nie takie, które były po prostu okej. Tylko te, dla których za kilka lat byłbyś w stanie specjalnie zboczyć z trasy.
Ja zaznaczam w ten sposób też swoją bucket list na przyszłość i dodaję tam miejsca na bieżąco, kiedy tylko trafię na coś, co chciałabym w przyszłości zobaczyć. Nie zliczę ile poleceń dostałam już od Was i jak ostatnio ta lista się powiększyła (także, wielkie dzięki! Na bank będzie teraz łatwo wybrać co zobaczyć następne).
8. Nie wyrzucaj od razu wszystkich „śmieci” z podróży
Bilet na prom, karta pokładowa, papierowa mapa miasta, wejściówka do muzeum czy rachunek z restauracji - normalnie to rzeczy, które od razu lądują w koszu. A czasami po kilku latach właśnie one najlepiej przypominają konkretny dzień.
Nie trzeba oczywiście chomikować wszystkiego. Można mieć jedno pudełko albo kopertę na każdy większy wyjazd i wrzucać tam kilka rzeczy, które coś nam mówią. Kosztuje zero wysiłku, a za jakiś czas może być zaskakująco fajne do przeglądania. Ja wszystkie tego typu pamiątki wklejam do albumów z kolejnych miejsc.
9. Stwórz własną mapę podróży
I nie muszą to być tylko kraje. Możesz zaznaczać odwiedzone miasta, zdobyte szczyty, parki narodowe, road tripy, wyspy albo miejsca, w których spałeś.
Z czasem taka mapa zaczyna pokazywać coś więcej niż tylko „gdzie byłem”. Pokazuje całą Twoją historię podróży. I właśnie dlatego tak lubimy wszelkie mapy do zaznaczania.
10. Nie próbuj dokumentować wszystkiego
To chyba najważniejszy punkt.
Nie każde śniadanie musi mieć zdjęcie. Nie każdy widok trzeba nagrać. Nie wszystko musi później trafić na Instagram. Czasem najlepszym wspomnieniem z wyjazdu będzie właśnie moment, z którego nie masz ani jednego zdjęcia.
Dokumentowanie podróży powinno pomagać Ci do nich wracać, a nie sprawiać, że podczas samego wyjazdu cały czas myślisz o tym, czego jeszcze nie sfotografowałeś. Wręcz im jesteśmy starsi, tym bardziej doceniamy momenty całkowicie offline.
Najlepszy sposób? Taki, którego naprawdę będziesz używać
Możesz prowadzić travel journal, zbierać bilety, drukować zdjęcia, zaznaczać odwiedzone miejsca albo robić po każdym wyjeździe minutowy film. Nie ma jednego najlepszego sposobu. Warto po prostu znaleźć coś swojego. Bo szkoda, żeby najlepsze historie z podróży po kilku latach kończyły jako zdjęcie numer 18 436 gdzieś pomiędzy screenshotem pogody a zdjęciem paragonu.
Ściskamy,
Wear Your Journey!