Przejdź do głównej treści
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Matera na dwa podejścia

Wracamy do Matery po deszczowym debiucie i mandacie za wjazd do ZTL, żeby w końcu zobaczyć kamienne Sassi w miękkim świetle wieczoru. To miasto pachnie chlebem i zimnym kamieniem, a każdy zakręt zmienia kadr. Krótka pętla, proste tipy, zero stresu z parkowaniem.

Matera na dwa podejścia

Matera na dwa podejścia: deszcz, mandat i ten widok, który wszystko wynagradza

Pierwszy raz wjechaliśmy do Matery po drodze na nocleg w samym centrum historycznej części miasta. Lało tak, że wycieraczki jeździły non stop po szybie, a GPS wmanewrował nas prosto w… ZTL. Ciasne uliczki, znak, którego w deszczu nie zauważyliśmy (choć przez chwilę mieliśmy wrażenie że nie powinniśmy tutaj wjeżdżać), a chwilę później już wiedzieliśmy — czekał nas mandat (który faktycznie do nas dotarł po kilku miesiącach). Tego samego dnia nasi znajomi ugrzęźli w błocie przy „tej ławeczce z widokiem” w okolicach Matery i musieli dzwonić po pomoc. Dzień pełen wrażeń, ale gdy tylko po raz pierwszy otworzył się przed nami kamienny amfiteatr Sassi, wszystko zamilkło. Miasto pachniało świeżą ulewą, schody błyszczały, a z okien sączyło się ciepłe światło. Pierwsza myśl: musimy tu wrócić, kiedy nie pada.

Wróciliśmy. Drugi raz trafił nam się zachód bez idealnej „złotej godziny” — zachód był lekko przygaszony — ale to, co widać z placu przed katedrą (Piazza Duomo), wciąż wbija w ziemię. Patrzysz na falujące dachy, schody, które znikają w ścianie, kościoły wykute w skale; Matera nie jest tylko ładnym miasteczkiem a bardziej rzeźbą w skale. Rano jest matowa i pastelowa, w południe kontrastowa, a wieczorem mieni się miodem światłem. W deszczu też ma swój charakter — ciszej, mniej ludzi, kamień pachnie, dźwięk kroków niesie się inaczej i chyba z perspektywy czasu lepiej zapamiętamy właśnie tą deszczową Materę.

Nie robiliśmy tu „odhaczania atrakcji”. Zamiast tego szwędaliśmy się po mieście (na ile pozwalał nam wózek dla dziecka - ale o tym później): za drugim razem auto zaparkowaliśmy już w innym miejscu, na parkingu (poza ZTL). Dalej schodzisz do Sassi, błądzisz — najpierw w tej nowszej części miasta, by w końcu przez taras wyjrzeć na to co najlepsze - Sassi w całej okazałości. W międzyczasie kawa, czasem gelato, czasem po prostu „stoimy i patrzymy”. W międzyczasie drzemka naszego małego podróżnika.

Matera zmienia perspektywę co kilkadziesiąt kroków. W jednym miejscu widzisz dachy jak fale jest spokój, w następnym — knajpki z uśmiechniętymi ludźmi jedzącymi włoskie pyszności. Tu nie da się iść szybko, bo co chwilę zatrzymujesz się na „jeszcze jedno zdjęcie”, chociaż najlepiej zapamiętują się nie kadry, tylko detale: zapach chleba (pane di Matera/Altamura - tym razem jedliśmy ten z Matery natomiast poprzednio odwiedziliśmy Altamurę i jedliśmy ich chleb - OBA tak samo pyszne), chłód kamienia, śmiech z placu.

Jeśli jedziesz z dzieckiem — da się, ale wózek przegrywa ze schodami (i to bardzo). Lepiej nosidło, krótsze odcinki i przerwy „na nicnierobienie”. Tak zrobiliśmy za pierwszym razem kiedy jeszcze nosidło było akceptowalne przez małego podróżnika. W deszczu bierz pelerynę zamiast parasolki (ręce wolne przy poręczach), w słońcu — czapkę i wodę (cienia nie zawsze jest pod dostatkiem). I przede wszystkim: nie kombinuj w labiryncie autem. Mandat z ZTL to nie pamiątka, o której się marzy; lepiej zostawić samochód „na górze”, zejść pieszo i wrócić inną drogą, łapiąc zupełnie nową panoramę. Choć pewnie dzięki temu pierwszą podróż tutaj zapamiętamy na długo.

Matera to też milion drobnych historii. My mamy dwie flagowe: tę „deszczową”, z mandatem i błotem po kostki, i tę „spokojną”, z miękkim światłem i długim staniem na Piazza Duomo. Obie nauczyły nas tego samego: tutaj nie ma złej pogody — są tylko różne wersje tego samego miasta. Jedna pachnie wodą i piecem, druga miodem na kamieniu. Do obu warto wrócić.

 

Z inspiracji do pięknych włoskich miast powstała nasza włoska kolekcja z koszulkami: cannoli, carbonara i pizza

 


Matera praktycznie:

  • Parkowanie i ZTL: parkuj poza Sassi (górna część miasta), ZTL omijaj — znaki łatwo przeoczyć, zwłaszcza w deszczu; w labiryncie uliczek nie ma miejsca na manewry.

  • Pętla 2–3 h (bez spiny): Piazza Vittorio Veneto → (opcjonalnie) Palombaro Lungo → Piazza Duomo (widok!) → zejście przy Santa Maria de Idris → San Pietro Caveoso → błądzenie w Sassi → powrót inną drogą. Tu nie ma sensu odhaczać miejscówek, wystarczy po prostu przejść się tymi uliczkami.

  • Buty i pogoda: kamień bywa śliskim marmurem — zabierz buty z bieżnikiem; w deszczu peleryna lepsza niż parasol.

  • Z dzieckiem: nosidło/chusta, odcinki 30–40 min + przerwy; wózkiem jest naprawdę ciężko i choć są miejsca w którym da się nim jeździć, to bedzie on Was bardzo ograniczał

  • Jedzenie: prosto i lokalnie — chleb! (pane), orecchiette, deska serów i wędlin; kawę łap „po drodze” między poziomami.

  • Kiedy przyjechać: poranek dla ciszy i pastelowych dachów; wieczór dla „miodowego” światła i miasta, które zapala się w oknach.

  • Ile czasu: minimum 2–3 h na pętlę; choć oczywiście warto tutaj zostać i na kilka dni.

 

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz